Ciasteczko? Nie, już nie muszę!

Ciasteczko? Nie, już nie muszę!

Dziś kilka słów o tym, jak radzić sobie z dużą ochotą na słodycze. Wiesz o czym mówię? Pewnie tak J Ja wiem doskonale. Tak, tak. Sama przez to przechodziłam. Nie będę pisać ile czekolady potrafiłam zjeść… Teraz aż trudno mi w to uwierzyć. Teraz tak nie mam. Może sobie z tym poradzić, choć nie była to najłatwiejsza rzecz to zrobienia w moim życiu. Wymagało to ode mnie nieco wysiłku. Ale dzięki temu wiem, że można sobie poradzić nawet ze słodyczożarstwem.

 

Przede wszystkim zachęcam Cię do obserwowania się i zauważenia w jakich momentach sięgasz po słodycze – w pracy, bo ktoś Cię zdenerwował, gdy masz spadek energii, do kawy, bo przecież do kawy musi być coś słodkiego, w domu po pracy, na zakupach? Potrafisz sobie odpowiedzieć na to pytanie? To jedna z ważniejszych rzeczy. Jeśli wiesz kiedy sięgasz po słodycze to już połowa sukcesu. Teraz poszukaj zastępnika – co możesz zjeść czy zrobić zamiast wciągnięcia kolejnej porcji węglowodanów? Kilka głębokich oddechów na uspokojenie, spacer, pochrupać marchew czy jabłko? A może zamiast kawy zielona herbata? Jaki masz pomysł?


Oczywiście jest jeszcze kilka pomocnych wskazówek.

Dokładne żucie pokarmów zwłaszcza roślinnych sprawi, że poczujemy smak słodki. Każdy kęs 20-30 razy. Liczyłam kiedyś ile razy przeżuwasz jeden kęs? Sprawdź. Oby tylko nie okazało się, że łykasz kęsy w całości 😉 Jeśli do Swojego menu włączysz pełne ziarna zbóż, rośliny strączkowe i warzywa i będziesz je odpowiednio długo żuć łaknienie słodyczy zmniejszy się.

 

Warto zwrócić uwagę czy nie zjadasz zbyt dużo słonych pokarmów. Wtedy wzmaga się ochota na coś słodkiego, tak dla zmiany smaku. To zjawisko ma takie fajne określenie – jest to zjawisko sytości sensorycznie specyficznej. Kubki smakowe jednego Samku niejako wyczerpują się i potrzebujemy zjeść coś o odmiennym smaku. Po czymś słonym coś słodkiego. A po czymś słodkim – coś słonego. Na pewno wiesz o czym mówię, prawda? 🙂

 

Oprócz słonych rzeczy nadmiar białka czyli mięso, ryby, sery, jaja czy mleko również powoduje zwiększony apetyt na słodkie. To z kolei związane jest z regulacją metabolizmu. Ponieważ metabolizm białek reguluje metabolizm węglowodanów i na odwrót. Wzrost spożycia białka powoduje wzrost ochoty na coś słodkiego. Jak się ma białko w Twoim menu? Dlatego warto jedząc mięso zjadać warzywa. I dokładnie je żuć.

 

W ramach deseru można zjadać słodkie… warzywa. Tak, wiem, jak to brzmi. Warzywa na deser? A marchew? Surówka z marchewki to coś pysznego! Uwielbiam! Nie tylko marchew jest słodka, to także buraki, dynia, karczochy czy bataty. Spróbuj!

 

Ochota na słodkiego może także wynikać z zakwaszenia organizmu, czyli… nadmiar stresu, zbyt mała ilości ruchu, jedzenie w biegu i zbyt duża ilość białka, o czym już pisałam a także żywność przetworzona. Warto sięgać po warzywa, wodę z cytryną, ćwiczyć, wziąć kilka głębszych oddechów i zaczekać aż ochota na coś słodkiego minie 🙂

 

Ja wiem, że takie zmiany wymagają Czasu. Wymagają też naszego zaangażowania. Bez tego ani rusz. Na szczęście można sobie z tym poradzić. A więc do dzieła!

 

A ostatecznie… kostka gorzej czekolady na język i czekaj aż się rozpuści. Delektuj się tym smakiem tak długo jak to możliwe 🙂

 

Daj znać w komentarzu jakie Ty masz sposoby na słodycze.

O piciu… wody

O piciu… wody

Teoretycznie wiesz, że należy pić wodę. Ale w praktyce… cóż, różnie bywa. No bo jak często pijesz wodę? Ile dziennie wypijasz wody – czystej wody?

 

Wiesz, że już 2% utrata wody w powoduje wystąpienie symptomów odwodnienia? Serce zaczyna mocniej bić . ale to nie wszystko – już tak mała utrata wody wpływa negatywnie na podejmowanie decyzji i obniża koncentrację! Wiedziałaś?! Często gdy narzekasz na ból głowy Twój organizm krzyczy do Ciebie „Wody! Daj mi wody!”.

 

Woda to bardzo ważny składnik naszego organizmu – stanowi ponad 70% masy ciała. Oczywiście jej ilość zmienia się w ciągu naszego życia, bo jest zależna od wieku, a także płci i zawartości tkanki tłuszczowej.

 

Woda pełni w naszym organizmie szereg najróżniejszych funkcji:
– reguluje temperaturę ciała – dlatego się pocisz,
– usuwa z organizmu toksyny
– jest konieczna w procesie przemiany materii
– jest świetnym rozpuszczalnikiem dla większości związków chemicznych niezbędnych do funkcjonowania
– uczestniczy w procesie trawienia
– rozprowadza składniki organiczne i nieorganiczne po całym organizmie
– ułatwia także przesuwanie się masy kałowej

 

To, ile wody należy wypić zależy od kliku czynników. To jaki prowadzisz tryb życia jest istotne – czy dużo siedzisz czy masz bardzo aktywne życie. Wiadomo – aktywność fizyczna zwiększa zapotrzebowanie na wodę.

 

Także to, co jesz ma znaczenie. Duża ilość warzyw i owoców zmniejsza zapotrzebowanie na wodę. Co wynika z faktu, że warzywa i owoce mają w sobie dużą ilość wody. Dlatego tak chętnie zjadamy arbuzy gdy jest ciepło  jeśli w Twoim menu jest dużo mięsa, jaj czy produktów słonych wtedy oczywiście zapotrzebowanie na wodę jest większe. O tym chyba nie muszę przekonywać, prawda?
Klimat też ma wpływ na to ile pijemy. W gorącym i suchym chce się pić znacznie więcej niż wilgotnym i zimnym klimacie.

 

Jaką ilość tak naprawdę powinno się pić? Różne źródła różnie podają. Od 1,5 do 2,0l wody na dobę. Ale to też sprawa indywidualna. No i najważniejsza sprawa – słuchanie samej siebie, słuchanie własnego ciała i picie wody gdy odczuwasz pragnienie. Dlatego uważność jest tutaj tak istotna.

 

A co z piciem wody w czasie posiłku? Najlepiej gdy się jej nie pije lub około pół szklanki. A to dlatego, że woda rozpuszcza enzymy trawienne utrudniając tym samym wydobycie cennych składników odżywczych. Zaleca się, aby pić ok. półgodziny przed posiłkiem lub godzinę po posiłku.
Spożywanie wody ma wiele zalet, że nasuwa się pytanie czy da się wodę przedawkować? Da się. I są tego skutki. Przy nadmiernym piciu wody może dojść do spowolnienia przemiany materii – a tego przecież na pewno nie chcesz! Medycyna chińska mówi także o spadku energii całego ciała i dodatkowo o zwiększonym apetycie na produkty pochodzenia zwierzęcego.

 

Częściej jednak pijemy za mało wody. I to również ma wpływ na nasz organizm. Mogą wystąpić zatrucia, zaparcia, napięcia, skurcze, suchość w ustach, suchość skóry, stany zapalne czy przejadanie się – przecież woda świetnie wypełnia żołądek!

 

To, co warto zrobić to wyrobić w sobie nawyk, aby każdego ranka i wieczora wypijać szklankę wody z sokiem z cytryny. Najlepiej sok z połówki cytryny na szklankę wody. Możesz ustawić sobie przypomnienie w telefonie na początek. Później samo wejdzie w krew.

 

Wiele osób nie lub smaku wody. Jest i na to rozwiązanie – wody smakowe. Unikaj jednak tych kupowanych. Często mają dodatek cukru a to przecież puste kalorie i wcale ich nie chcesz. Jeśli nie mają cukru to mają substancje słodzące – aspartam, acesulfam K, sacharynian czy cyklaminian. Nie są one dobre dla naszego zdrowia. Uważane są wręcz za rakotwórcze. Wody smakowe oferowane w sklepach mają także konserwanty jak choćby benzoesan sodu czy sorbinian potasu. Też ich nie chcesz. Woda to czysty produkt. Bez ulepszaczy. Bez cukru. Bez konserwantów. Pamiętaj o tym wybierając wodę do picia.

 

Wody smakowe z powodzeniem możesz zrobić sobie w domu. Możliwości całe mnóstwo. Możesz dodać do niej plasterki cytrusów (pamiętaj, aby wybierać te ekologiczne, bez konserwantów), kawałki arbuza, mango, melona, plasterki ogórka – to, co lubisz. Możesz dodać miętę, melisę, szałwię czy bazylię. Taka woda będzie nie tylko świetnie smakować, ale i będzie dobra dla organizmu. Do działa zatem!
Pierwszy krok

Pierwszy krok

Ostatnio pisałam jak zacząć zmianę odżywiania. Najlepiej od początku, czyli… od teraz! Doskonale wiem, że mówić to jedno a robić to drugie. I z tym drugim najczęściej jest problem.

 

W kwestiach żywieniowych, diet odchudzania, ćwiczeń często jesteś ekspertką. Świetnie wszystko wiesz, co z czym łączyć, o której godzinie jeść a kiedy nie jeść, czego unikać, ile coś ma kalorii i tak dalej. Rzecz w tym, że od samej wiedzy zmiana nie zachodzi. I choć brzmi to brutalnie – nic się samo nie zrobi.

 

A z tego, co obserwuję często odwlekasz zmianę. Ba, już sam pierwszy krok odsuwasz od siebie pod różnymi pretekstami. I znów pojawia się to słynne zacznę od jutra/poniedziałku/od pierwszego/po urodzinach.

 

Podziwiasz lub patrzysz z zazdrością na osoby, którym się udało i szlag Cię trafia, że my wciąż stoisz w miejscu. Tylko z tym „się udało” to wcale tak nie jest. Wiesz, że samo to się nic nie robi? Chyba, że coś się psuje, wtedy faktycznie może samo się popsuć 😉 Ale efekty, które obserwujesz z podziwem czy nutką żalu lub zazdrości to ciężka praca. Ciężka praca w określonym czasie. Często tego nie dostrzegasz. Za to próbujesz szukać usprawiedliwień, że przecież nie masz Czasu teraz na to gotowanie, ćwiczenia i w ogóle. A myślisz, że tylko Tobie ciężko ruszyć z miejsca? Nie! Oczywiście, że nie. Zrobienie tego pierwszego korku jest najtrudniejsze. I jednocześnie najważniejsze. Ustal najpierw, co będzie Twoim pierwszym krokiem. A gdy już ruszysz z miejsca będzie łatwiej. Nie powiem, że zawsze. Będą różne pokusy czy nie-che-mi-się, ale to naturalna sprawa. Ważne jest, aby konsekwentnie iść do przodu. Mimo tych pokus. I zamiast szukać różnych wymówek mam dla Ciebie inną propozycję – poszukaj korzyści, jakie będziesz mieć ze zmiany jedzenia. Może to być lepsza figura, więcej energii, lepsze samopoczucie, ładniejsze ciuchy. Wszystko, co CI przyjdzie do głowy. Im więcej tym lepiej. Wtedy będziesz się mocniej trzymać swoich postanowień i będzie Ci łatwiej.

 

A gdy dopadną Cię trudne chwile i powinie Ci się noga – cóż. Nie rozpaczaj. Każdy ma do tego prawo. Ty też. Pamiętaj o tym. Ważne, aby się podnieść i iść dalej. I wiedzieć po co to robisz. Konsekwentnie realizowane małe zadania przybliżą Cię do wymarzonego celu. Powodzenia!

Zmienić? Tylko jak?

Zmienić? Tylko jak?

Często słyszę pytanie „Od czego zacząć odchudzanie?”. Najlepiej od teraz! Nie czekaj na idealny moment, na poniedziałek, na 1 stycznia. Zacznij dziś. Już. Teraz. Natychmiast. Inaczej znów będziesz odkładać do jutra a po co odkładać coś, co ma sprawić, że poczujesz się znacznie lepiej? Na pewno łatwiej kolejny raz odłożyć, ale czy dzięki temu będziesz mieć efekty?

Zamiast odkładać pomyśl, co już dziś możesz zmienić i zacząć torobić. Czy to będzie spacer czy 15 minut ćwiczeń czy może śniadanie? Twoja decyzja, Twój wybór. Pomyśl co to może być i po prostu zacznij to robić. Nie szukaj wymówek.

Zazwyczaj boimy się zmiany. I jest to całkiem naturalny stan. Boimy się nowych rzeczy, boimy się porażki i tak trawy w miejscu. Planujemy zmianę, ale odsuwamy jej wprowadzenie w życie. Nie zaczynamy dziś tylko od jutra. Często jednak to jutro nie nadchodzi…

Na początku warto zastanowić się nad tym, co chcę zmienić? Co chcę osiągnąć? Chcesz schudnąć? Określ jaki chcesz nosić rozmiar ubrania, jak będziesz wyglądać, jak się będziesz czuć.
Odpowiedz sobie na pytanie dlaczego chcesz to zrobić? Wiem – to pytanie może się wydawać banalne, a jednak! Znajdź minimum 10 odpowiedzi. Jakie będziesz mieć korzyści ze zmiany?

Zastanów się jakie masz cechy, które pomogą CI w tej zmianie. Czy to, że jesteś konsekwentna, ambitna, pracowita? Wykorzystaj swoje zasoby. Niech Cię wspierają. Na pewno nie raz już pomogły Ci zrealizować określone plany, zadania, projekty. Przypomnij sobie o tych wszystkich małych i dużych sukcesach.
Pomyśl też jakie przeszkody możesz napotkać na swojej drodze i jak sobie z nimi poradzić? Pewnie masz już określone doświadczenia w tej kwestii więc wykorzystaj je także.

Nie rób wielkiej rewolucji w swoim życiu. Gdy zmieniamy za dużo rzeczy na raz jest to trudne. Lepiej zmiany wprowadzać małymi krokami. Jeśli do tej pory nie miałaś czasu na regularne ćwiczenia nie planuj sobie 5 czy 6 treningów godzinnych w tygodniu, bo jest mało realne, że je wykonasz. A po co się frustrować już od początku? Jeśli ktoś postanawia biegać nie zapisuje się od razu na maraton. Zaczyna od mniejszych dystansów. Tutaj jest tak samo.

Bądź dla siebie wyrozumiała. I daj sobie prawo do niedoskonałości. Zwłaszcza na początku. Pamiętaj jednak, że trudne wybory – a tych dokonujemy całe mnóstwo w czasie zmiany – i konsekwencja w działaniu prowadzą do określonych efektów.

W rozwijaniu nowych nawyków żywieniowych warto także poznać samą siebie – jak reaguję w sytuacjach stresowych? Niektórzy zajadają a niektórzy wręcz odwrotnie, nie mogą nic jeść. Jak reagujesz gdy jest Ci smutno lub gdy masz za sobą kłótnię? Co wtedy robisz? Sięgasz po słodyczy a może chipsy? Idziesz pobiegać? Czy siadasz na kanapie oglądając TV? Może następnym razem gdy będziesz chciała pokonać stres batonikiem pomyślisz przez chwilkę o innym sposobie? Do takich właśnie zachować zachęcam Ciebie. Szukaj dla siebie najlepszych rozwiązań!