Ciasteczko? Nie, już nie muszę!

Ciasteczko? Nie, już nie muszę!

Dziś kilka słów o tym, jak radzić sobie z dużą ochotą na słodycze. Wiesz o czym mówię? Pewnie tak J Ja wiem doskonale. Tak, tak. Sama przez to przechodziłam. Nie będę pisać ile czekolady potrafiłam zjeść… Teraz aż trudno mi w to uwierzyć. Teraz tak nie mam. Może sobie z tym poradzić, choć nie była to najłatwiejsza rzecz to zrobienia w moim życiu. Wymagało to ode mnie nieco wysiłku. Ale dzięki temu wiem, że można sobie poradzić nawet ze słodyczożarstwem.

 

Przede wszystkim zachęcam Cię do obserwowania się i zauważenia w jakich momentach sięgasz po słodycze – w pracy, bo ktoś Cię zdenerwował, gdy masz spadek energii, do kawy, bo przecież do kawy musi być coś słodkiego, w domu po pracy, na zakupach? Potrafisz sobie odpowiedzieć na to pytanie? To jedna z ważniejszych rzeczy. Jeśli wiesz kiedy sięgasz po słodycze to już połowa sukcesu. Teraz poszukaj zastępnika – co możesz zjeść czy zrobić zamiast wciągnięcia kolejnej porcji węglowodanów? Kilka głębokich oddechów na uspokojenie, spacer, pochrupać marchew czy jabłko? A może zamiast kawy zielona herbata? Jaki masz pomysł?


Oczywiście jest jeszcze kilka pomocnych wskazówek.

Dokładne żucie pokarmów zwłaszcza roślinnych sprawi, że poczujemy smak słodki. Każdy kęs 20-30 razy. Liczyłam kiedyś ile razy przeżuwasz jeden kęs? Sprawdź. Oby tylko nie okazało się, że łykasz kęsy w całości 😉 Jeśli do Swojego menu włączysz pełne ziarna zbóż, rośliny strączkowe i warzywa i będziesz je odpowiednio długo żuć łaknienie słodyczy zmniejszy się.

 

Warto zwrócić uwagę czy nie zjadasz zbyt dużo słonych pokarmów. Wtedy wzmaga się ochota na coś słodkiego, tak dla zmiany smaku. To zjawisko ma takie fajne określenie – jest to zjawisko sytości sensorycznie specyficznej. Kubki smakowe jednego Samku niejako wyczerpują się i potrzebujemy zjeść coś o odmiennym smaku. Po czymś słonym coś słodkiego. A po czymś słodkim – coś słonego. Na pewno wiesz o czym mówię, prawda? 🙂

 

Oprócz słonych rzeczy nadmiar białka czyli mięso, ryby, sery, jaja czy mleko również powoduje zwiększony apetyt na słodkie. To z kolei związane jest z regulacją metabolizmu. Ponieważ metabolizm białek reguluje metabolizm węglowodanów i na odwrót. Wzrost spożycia białka powoduje wzrost ochoty na coś słodkiego. Jak się ma białko w Twoim menu? Dlatego warto jedząc mięso zjadać warzywa. I dokładnie je żuć.

 

W ramach deseru można zjadać słodkie… warzywa. Tak, wiem, jak to brzmi. Warzywa na deser? A marchew? Surówka z marchewki to coś pysznego! Uwielbiam! Nie tylko marchew jest słodka, to także buraki, dynia, karczochy czy bataty. Spróbuj!

 

Ochota na słodkiego może także wynikać z zakwaszenia organizmu, czyli… nadmiar stresu, zbyt mała ilości ruchu, jedzenie w biegu i zbyt duża ilość białka, o czym już pisałam a także żywność przetworzona. Warto sięgać po warzywa, wodę z cytryną, ćwiczyć, wziąć kilka głębszych oddechów i zaczekać aż ochota na coś słodkiego minie 🙂

 

Ja wiem, że takie zmiany wymagają Czasu. Wymagają też naszego zaangażowania. Bez tego ani rusz. Na szczęście można sobie z tym poradzić. A więc do dzieła!

 

A ostatecznie… kostka gorzej czekolady na język i czekaj aż się rozpuści. Delektuj się tym smakiem tak długo jak to możliwe 🙂

 

Daj znać w komentarzu jakie Ty masz sposoby na słodycze.

O piciu… wody

O piciu… wody

Teoretycznie wiesz, że należy pić wodę. Ale w praktyce… cóż, różnie bywa. No bo jak często pijesz wodę? Ile dziennie wypijasz wody – czystej wody?

 

Wiesz, że już 2% utrata wody w powoduje wystąpienie symptomów odwodnienia? Serce zaczyna mocniej bić . ale to nie wszystko – już tak mała utrata wody wpływa negatywnie na podejmowanie decyzji i obniża koncentrację! Wiedziałaś?! Często gdy narzekasz na ból głowy Twój organizm krzyczy do Ciebie „Wody! Daj mi wody!”.

 

Woda to bardzo ważny składnik naszego organizmu – stanowi ponad 70% masy ciała. Oczywiście jej ilość zmienia się w ciągu naszego życia, bo jest zależna od wieku, a także płci i zawartości tkanki tłuszczowej.

 

Woda pełni w naszym organizmie szereg najróżniejszych funkcji:
– reguluje temperaturę ciała – dlatego się pocisz,
– usuwa z organizmu toksyny
– jest konieczna w procesie przemiany materii
– jest świetnym rozpuszczalnikiem dla większości związków chemicznych niezbędnych do funkcjonowania
– uczestniczy w procesie trawienia
– rozprowadza składniki organiczne i nieorganiczne po całym organizmie
– ułatwia także przesuwanie się masy kałowej

 

To, ile wody należy wypić zależy od kliku czynników. To jaki prowadzisz tryb życia jest istotne – czy dużo siedzisz czy masz bardzo aktywne życie. Wiadomo – aktywność fizyczna zwiększa zapotrzebowanie na wodę.

 

Także to, co jesz ma znaczenie. Duża ilość warzyw i owoców zmniejsza zapotrzebowanie na wodę. Co wynika z faktu, że warzywa i owoce mają w sobie dużą ilość wody. Dlatego tak chętnie zjadamy arbuzy gdy jest ciepło  jeśli w Twoim menu jest dużo mięsa, jaj czy produktów słonych wtedy oczywiście zapotrzebowanie na wodę jest większe. O tym chyba nie muszę przekonywać, prawda?
Klimat też ma wpływ na to ile pijemy. W gorącym i suchym chce się pić znacznie więcej niż wilgotnym i zimnym klimacie.

 

Jaką ilość tak naprawdę powinno się pić? Różne źródła różnie podają. Od 1,5 do 2,0l wody na dobę. Ale to też sprawa indywidualna. No i najważniejsza sprawa – słuchanie samej siebie, słuchanie własnego ciała i picie wody gdy odczuwasz pragnienie. Dlatego uważność jest tutaj tak istotna.

 

A co z piciem wody w czasie posiłku? Najlepiej gdy się jej nie pije lub około pół szklanki. A to dlatego, że woda rozpuszcza enzymy trawienne utrudniając tym samym wydobycie cennych składników odżywczych. Zaleca się, aby pić ok. półgodziny przed posiłkiem lub godzinę po posiłku.
Spożywanie wody ma wiele zalet, że nasuwa się pytanie czy da się wodę przedawkować? Da się. I są tego skutki. Przy nadmiernym piciu wody może dojść do spowolnienia przemiany materii – a tego przecież na pewno nie chcesz! Medycyna chińska mówi także o spadku energii całego ciała i dodatkowo o zwiększonym apetycie na produkty pochodzenia zwierzęcego.

 

Częściej jednak pijemy za mało wody. I to również ma wpływ na nasz organizm. Mogą wystąpić zatrucia, zaparcia, napięcia, skurcze, suchość w ustach, suchość skóry, stany zapalne czy przejadanie się – przecież woda świetnie wypełnia żołądek!

 

To, co warto zrobić to wyrobić w sobie nawyk, aby każdego ranka i wieczora wypijać szklankę wody z sokiem z cytryny. Najlepiej sok z połówki cytryny na szklankę wody. Możesz ustawić sobie przypomnienie w telefonie na początek. Później samo wejdzie w krew.

 

Wiele osób nie lub smaku wody. Jest i na to rozwiązanie – wody smakowe. Unikaj jednak tych kupowanych. Często mają dodatek cukru a to przecież puste kalorie i wcale ich nie chcesz. Jeśli nie mają cukru to mają substancje słodzące – aspartam, acesulfam K, sacharynian czy cyklaminian. Nie są one dobre dla naszego zdrowia. Uważane są wręcz za rakotwórcze. Wody smakowe oferowane w sklepach mają także konserwanty jak choćby benzoesan sodu czy sorbinian potasu. Też ich nie chcesz. Woda to czysty produkt. Bez ulepszaczy. Bez cukru. Bez konserwantów. Pamiętaj o tym wybierając wodę do picia.

 

Wody smakowe z powodzeniem możesz zrobić sobie w domu. Możliwości całe mnóstwo. Możesz dodać do niej plasterki cytrusów (pamiętaj, aby wybierać te ekologiczne, bez konserwantów), kawałki arbuza, mango, melona, plasterki ogórka – to, co lubisz. Możesz dodać miętę, melisę, szałwię czy bazylię. Taka woda będzie nie tylko świetnie smakować, ale i będzie dobra dla organizmu. Do działa zatem!
Pierwszy krok

Pierwszy krok

Ostatnio pisałam jak zacząć zmianę odżywiania. Najlepiej od początku, czyli… od teraz! Doskonale wiem, że mówić to jedno a robić to drugie. I z tym drugim najczęściej jest problem.

 

W kwestiach żywieniowych, diet odchudzania, ćwiczeń często jesteś ekspertką. Świetnie wszystko wiesz, co z czym łączyć, o której godzinie jeść a kiedy nie jeść, czego unikać, ile coś ma kalorii i tak dalej. Rzecz w tym, że od samej wiedzy zmiana nie zachodzi. I choć brzmi to brutalnie – nic się samo nie zrobi.

 

A z tego, co obserwuję często odwlekasz zmianę. Ba, już sam pierwszy krok odsuwasz od siebie pod różnymi pretekstami. I znów pojawia się to słynne zacznę od jutra/poniedziałku/od pierwszego/po urodzinach.

 

Podziwiasz lub patrzysz z zazdrością na osoby, którym się udało i szlag Cię trafia, że my wciąż stoisz w miejscu. Tylko z tym „się udało” to wcale tak nie jest. Wiesz, że samo to się nic nie robi? Chyba, że coś się psuje, wtedy faktycznie może samo się popsuć 😉 Ale efekty, które obserwujesz z podziwem czy nutką żalu lub zazdrości to ciężka praca. Ciężka praca w określonym czasie. Często tego nie dostrzegasz. Za to próbujesz szukać usprawiedliwień, że przecież nie masz Czasu teraz na to gotowanie, ćwiczenia i w ogóle. A myślisz, że tylko Tobie ciężko ruszyć z miejsca? Nie! Oczywiście, że nie. Zrobienie tego pierwszego korku jest najtrudniejsze. I jednocześnie najważniejsze. Ustal najpierw, co będzie Twoim pierwszym krokiem. A gdy już ruszysz z miejsca będzie łatwiej. Nie powiem, że zawsze. Będą różne pokusy czy nie-che-mi-się, ale to naturalna sprawa. Ważne jest, aby konsekwentnie iść do przodu. Mimo tych pokus. I zamiast szukać różnych wymówek mam dla Ciebie inną propozycję – poszukaj korzyści, jakie będziesz mieć ze zmiany jedzenia. Może to być lepsza figura, więcej energii, lepsze samopoczucie, ładniejsze ciuchy. Wszystko, co CI przyjdzie do głowy. Im więcej tym lepiej. Wtedy będziesz się mocniej trzymać swoich postanowień i będzie Ci łatwiej.

 

A gdy dopadną Cię trudne chwile i powinie Ci się noga – cóż. Nie rozpaczaj. Każdy ma do tego prawo. Ty też. Pamiętaj o tym. Ważne, aby się podnieść i iść dalej. I wiedzieć po co to robisz. Konsekwentnie realizowane małe zadania przybliżą Cię do wymarzonego celu. Powodzenia!

Zmienić? Tylko jak?

Zmienić? Tylko jak?

Często słyszę pytanie „Od czego zacząć odchudzanie?”. Najlepiej od teraz! Nie czekaj na idealny moment, na poniedziałek, na 1 stycznia. Zacznij dziś. Już. Teraz. Natychmiast. Inaczej znów będziesz odkładać do jutra a po co odkładać coś, co ma sprawić, że poczujesz się znacznie lepiej? Na pewno łatwiej kolejny raz odłożyć, ale czy dzięki temu będziesz mieć efekty?

Zamiast odkładać pomyśl, co już dziś możesz zmienić i zacząć torobić. Czy to będzie spacer czy 15 minut ćwiczeń czy może śniadanie? Twoja decyzja, Twój wybór. Pomyśl co to może być i po prostu zacznij to robić. Nie szukaj wymówek.

Zazwyczaj boimy się zmiany. I jest to całkiem naturalny stan. Boimy się nowych rzeczy, boimy się porażki i tak trawy w miejscu. Planujemy zmianę, ale odsuwamy jej wprowadzenie w życie. Nie zaczynamy dziś tylko od jutra. Często jednak to jutro nie nadchodzi…

Na początku warto zastanowić się nad tym, co chcę zmienić? Co chcę osiągnąć? Chcesz schudnąć? Określ jaki chcesz nosić rozmiar ubrania, jak będziesz wyglądać, jak się będziesz czuć.
Odpowiedz sobie na pytanie dlaczego chcesz to zrobić? Wiem – to pytanie może się wydawać banalne, a jednak! Znajdź minimum 10 odpowiedzi. Jakie będziesz mieć korzyści ze zmiany?

Zastanów się jakie masz cechy, które pomogą CI w tej zmianie. Czy to, że jesteś konsekwentna, ambitna, pracowita? Wykorzystaj swoje zasoby. Niech Cię wspierają. Na pewno nie raz już pomogły Ci zrealizować określone plany, zadania, projekty. Przypomnij sobie o tych wszystkich małych i dużych sukcesach.
Pomyśl też jakie przeszkody możesz napotkać na swojej drodze i jak sobie z nimi poradzić? Pewnie masz już określone doświadczenia w tej kwestii więc wykorzystaj je także.

Nie rób wielkiej rewolucji w swoim życiu. Gdy zmieniamy za dużo rzeczy na raz jest to trudne. Lepiej zmiany wprowadzać małymi krokami. Jeśli do tej pory nie miałaś czasu na regularne ćwiczenia nie planuj sobie 5 czy 6 treningów godzinnych w tygodniu, bo jest mało realne, że je wykonasz. A po co się frustrować już od początku? Jeśli ktoś postanawia biegać nie zapisuje się od razu na maraton. Zaczyna od mniejszych dystansów. Tutaj jest tak samo.

Bądź dla siebie wyrozumiała. I daj sobie prawo do niedoskonałości. Zwłaszcza na początku. Pamiętaj jednak, że trudne wybory – a tych dokonujemy całe mnóstwo w czasie zmiany – i konsekwencja w działaniu prowadzą do określonych efektów.

W rozwijaniu nowych nawyków żywieniowych warto także poznać samą siebie – jak reaguję w sytuacjach stresowych? Niektórzy zajadają a niektórzy wręcz odwrotnie, nie mogą nic jeść. Jak reagujesz gdy jest Ci smutno lub gdy masz za sobą kłótnię? Co wtedy robisz? Sięgasz po słodyczy a może chipsy? Idziesz pobiegać? Czy siadasz na kanapie oglądając TV? Może następnym razem gdy będziesz chciała pokonać stres batonikiem pomyślisz przez chwilkę o innym sposobie? Do takich właśnie zachować zachęcam Ciebie. Szukaj dla siebie najlepszych rozwiązań!
Czas na kaszę

Czas na kaszę

Ostatnio pisałam o czasie, że tak trudno znaleźć nam go na przykład na przyrządzenie zdrowych wartościowych posiłków. Dziś więc przedstawię Wam kilka przepisów, z których często korzystam gdy nie mam dużo Czasu na przygotowanie posiłku. Czyli bardzo często 😉

 

Ponieważ przepisy te opierają się głównie na kaszy kilka słów na jej temat.
Najczęściej używanymi przez nas kaszami są kasza jaglana, jęczmienna, gryczana, pęczak czy kuskus oraz kasza manna i kaszka kukurydziana, choć te częściej jak desery lub dla dzieci.

 

Kasze są bogatym źródłem błonnika, węglowodanów złożonych oraz witamin z grupy B a także białka. Najwięcej witaminy B1 jest w kaszach gryczanej i jaglanej. Kasza gryczana jest także bogata w witaminę B2. Dużą ilość niacyny znajdziemy w kaszy jęczmiennej. Kasze to także cenne źródło składników mineralnych takich jak magnez, fosfor czy potas. Choć warto tutaj wspomnieć także o wapniu, sodzie, żelazie, cynku, miedzi i mangamie.

Proponowane przeze mnie przepisy pochodzą ze strony kwestia smaku – mojej ulubionej strony z najróżniejszymi przepisami. Polecam!
– kasza gryczana smażona z indykiem, porem i kurkami
www.kwestiasmaku.com/przepis/kasza-gryczana-smazona-z-indykiem-porem-i-kurkami
– kasza jaglana zapiekana z warzywami
www.kwestiasmaku.com/przepis/kasza-jaglana-zapiekana-z-warzywami
– pęczak smażony ze szpinakiem, suszonymi pomidorkami i fetą – feta jako opcja, dla tych, którzy nie jedzą nabiału może być bez
www.kwestiasmaku.com/przepis/peczak-smazony-ze-szpinakiem-szuszonymi-pomidorami-i-feta
– cukinia faszerowana kaszą jaglaną
www.kwestiasmaku.com/przepis/cukinia_nadziewana_kasza_jaglana/przepis.html
– bakłażan faszerowany kaszą pęczak
www.kwestiasmaku.com/przepis/baklazan-faszerowany-kasza-peczak
– kasza jaglana z grillowaną cukinią i jarmużem
www.kwestiasmaku.com/zielony_srodek/cukinia/kasza_jaglana_cukinia_jarmuz/przepis.html

Ja Wam życzę smacznego! I dajcie proszę znać czy Wam się podobają przepisy 🙂

Zdrowe odżywianie? Nie mam na to czasu.

Zdrowe odżywianie? Nie mam na to czasu.

Brak czasu to już chyba jakaś epidemia. To najczęstsza wymówka, jaką słyszę. Brakuje nam Czasu na rzeczy istotne dla nas, choć często mamy czas na różne mało istotne sprawy czy nawet bzdury.
Taka wymówka jest jednak bardzo wygodna. Jestem przecież taka zapracowana! Nie mam czasu spędzać pół dnia w kuchni i jeszcze biegać po sklepach ze zdrową żywnością za tymi wszystkimi super Eko i bio  produktami. Nie jestem specjalistką zarządzania czasem. Zapytałam Olę Budzyńską Panią Swojego Czasu www.paniswojegoczasu.pl jak to jest z tym czasem. Czy faktycznie jest tak, że jesteśmy teraz na tyle zajęte, że brakuje nam Czasu? Czy po prostu nie potrafimy się zorganizować? Czy to dlatego, że chcemy wszystko zrobić same (bo wiadomo – Kobieta zrobi to najlepiej)?

 

Odpowiadając na takie pytanie nie da się nie generalizować 🙂 
Są osoby, które są tak zajęte, że naprawdę brakuje im czasu i nie znajdą go więcej, bez względu na to jak bardzo starałyby się zorganizować lepiej, ale są takie osoby, którym czas wciąż „przepływa między palcami” i lepsza organizacja zdecydowanie byłaby tutaj bardzo na miejscu.
Każda z nas patrząc na swoje życie bez problemu odpowie, do której kategorii należy. Jeśli ciągle gdzieś biegniesz i ciągle o czymś zapominasz, robisz kilkanaście czynności na raz i milion spraw masz w toku, bo załatwiasz inne – pewnie jesteś typem kobiety, które ja lubię nazywać „nadzorganizowane”. I potrzebujesz zwolnić oraz wyeliminować część zadań ze swojego planu dnia.
A jeśli często patrzysz się przed siebie, zastanawiasz nad tym, co by tu zrobić, choć w sumie na liście zadań masz całkiem sporo zaległych obowiązków, to prawdopodobnie odrobina organizacji Ci nie zaszkodzi.

 

Niektórzy doskonale sobie radzą z tym tematem – czy to są umiejętności wrodzone czy można się tego nauczyć – co oznacza, że jest nadzieja dla tych, którym teraz brakuje Czasu? Czy brak Czasu może wynikać z nieumiejętności ustalania priorytetów?

 

Umiejętności to coś, czego się można nauczyć. I zarządzanie sobą w czasie również do takich umiejętności należy. Oczywiście w różny sposób będziemy zorganizowane, gdyż w różny sposób działamy i przede wszystkim – w różny sposób chcemy być zorganizowane. Ja na przykład mam bardzo poukładany każdy dzień i dlatego jak jadę na wakacje, to nie mam tam żadnego planu i bardzo mi to pasuje. Ty jednak możesz być osobą, która bez listy miejsc do zwiedzenia czuje się kiepsko. I jedno i drugie działanie jest byciem zorganizowaną. Nie ma bowiem jednej skutecznej metody na to, gdyż to my decydujemy w jaki sposób chcemy żyć, działać i organizować się. Trzeba pamiętać, że na szczycie tego, co nazywamy zarządzaniem sobą w czasie nie są plany, harmonogramy, metody i techniki, lecz to jak MY chcemy by wyglądało NASZE życie. I to według tego ustalamy sobie co się ma zadziać, a co nie. To ta wizja, plan, cel (jakkolwiek to sobie nazwiesz) ma wyznaczyć to, co będziesz robiła, a co nie.

 

To właśnie od nas samych zależy nasze życie, to jak ono wygląda i na co przeznaczasz swój czas. Jeśli chcesz zmienić swój sposób odżywiania na zdrowszy to bez wprowadzania zmian się nie da. A to zazwyczaj wiąże się z większą niż dotychczas ilością czasu przeznaczoną właśnie na jedzenie. I mam tutaj na myśli samo spożywanie posiłku, aby  nie jeść w biegu, w samochodzie, przy biurku.  Wcześniejsze planowanie posiłków (mimo, że sam proces wymaga pewnej ilości czasu) wbrew pozorom pomaga dużo sprawniej funkcjonować. Nie trzeba się zastanawiać co dziś zjeść i biec po zakupy. Często się to kończy różnymi wyborami, niekoniecznie zdrowymi. Takie przypadkowe decyzje jedzeniowe  wymagają znacznie więcej czasu niż przygotowanie zaplanowanego wcześnie posiłku, do którego produkty masz już  w domu.

 

Dość powszechne jest przekonanie, że przygotowanie zdrowego posiłku zajmuje pół dnia. Kto ma na to czas? Połowy dnia na gotowanie to ja też  nie mam. Na szczęście zdrowy wartościowy posiłek możesz przygotować w ciągu 30-60 minut. Mnie najczęściej zajmuje to między 30 a 45 minut. Dla porównania zamówienie pizzy i czekanie na nią też wynosi ok. 30 minut.

 

I tak naprawdę wszystko sprawdza się do pytania –  na ile jest to istotne dla mnie? Jak bardzo mi  na tym zależy? Czy na tyle mocno, że jesteś w stanie zrezygnować z przeglądania facebooka czy oglądania kolejnego serialu? O pudelku nie wspomnę 😉  Czy nadal brak Czasu będzie Twoją wygodną wymówką? Na pewno tak jest prościej. Ale nie oczekuj efektów, bo ich nie będzie.

 

Czysta (ja) na wiosnę

Czysta (ja) na wiosnę

Wiosna, wiosna, wiosna… Czekamy na nią z utęsknieniem. Z wielu powodów – ciepło, słońce, radość życia. Zupełnie inaczej funkcjonujemy . Mamy więcej energii i częściej się uśmiechamy. Więcej się nam chce. A przede wszystkim chce się nam jeszcze lepiej zadbać o siebie. Zaczynamy ćwiczyć i zdrowo się odżywiać.

 

Warto ten nowy etap zacząć od oczyszczenia swojego organizmu. Po długiej zimie, często mniej aktywnego czasu i różnego jedzenia, w naszym organizmie jest wiele substancji. Substancji, które wcale nie są nam potrzebne. Gromadzimy w swoim organizmie różne chemiczne związki czy metale ciężkie. Wszystkie dostarczamy wraz z pożywieniem czy napojami. Na szczęście nie muszą one zostać z nami na zawsze. Są sposoby, aby się z nimi rozprawić.

 

Warto zaplanować sobie ten czas i odpowiednio się do niego przygotować. Już kilka dni wcześniej zwróć uwagę na to, co jesz. Unikaj tłustych potraw, alkoholu, cukrów prostych, napoi słodzonych i gazowanych. Zwiększ za to ilość warzyw, owoców i wody.

 

Wodę pij bez ograniczeń. Przyjmuje się, że powinno się wypijać ok. 2 litrów dziennie. To dzięki wodzie właśnie wiele substancji zostaje wypłukanych, to ona ułatwia wydalanie z organizmu tego, czego nie chcemy.

Cytryna – pomocnik na wagę złota. Wyrób w sobie nawyk rozpoczynania każdego dnia od szklanki ciepłej wody z sokiem z cytryny Taka mieszanka pobudza nasze jelita do pracy. Mimo kwaśnego smaku cytryna działa na nasz organizm zasadowo. To wspomaga proces usuwania toksyn.

 

Wyłapywanie wolnych rodników w naszym organizmie to zadanie specjalne. Poradzą sobie z nim doskonale wszystkie produkty bogate w naturalne antyutleniacze. Głównym źródłem naturalnych antyutleniaczy są owoce, warzywa, kiełki, zielone pędy pszenicy i jęczmienia. Naturalne przeciwutleniacze to:
• witamina C i E oraz prowitamina A, czyli beta karoten
• bioflawonoidy (beta-karoten, likopen, proantycyjanidy) – ich rola to ochrona ścian tętnic, opóźnianie procesów starzenia się skóry, obniżają poziom cholesterolu, wykazują także działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i przeciwalergiczne.
Bioflawonoidy praktycznie nie występują w żywności przetworzonej. Stąd tak bardzo ważna jest obecność każdego dnia w naszych posiłkach surowych warzyw i owoców. Warto tutaj także zwrócić uwagę na jakość żywności, jaką zjadamy. Aby nie było zjełczałych tłuszczów czy spleśniałych produktów. Szczególną uwagę zwróć na orzechy i nasiona.
Zielona herbata zawiera sporo polifenoli, które także wyłapują wolne rodniki, dodatkowo obecne w niej ketechiny przyspieszają spalanie tłuszczów.
Z warzyw mogę szczególnie polecić … buraki! To wspaniałe polskie warzywo ma w sobie niemal cudowne moce. Działa odkwaszająco i oczyszczająco. Buraki zawierają barwnik betaninę działający antyoksydacyjnie a dodatkowo wspomaga pracę wątroby i woreczka żółciowego. A to właśnie wątroba działa jak oczyszczalnia w naszym organizmie. Stąd buraki wspomagają usuwanie toksyn z organizmu. Błonnik, jak to błonnik, wspomaga perystaltykę jelit, korzystnie wpływa także na poziom glukozy i cholesterolu we krwi.

 

Żurawina korzystnie wpływa na działanie układu moczowego. Dzięki temu, że działa moczopędnie przyspiesza usuwanie toksyn z organizmu. Zawiera także (podobnie jak i inne czerwone owoce) naturalne antyutleniacze, które wyłapują wolne rodniki.

 

Polecam picie naparów z czystka. Czystek to zioło, które ma wiele zalet. Bardzo wysoka zawartość naturalnych przeciwutleniaczy sprawia, że czystek wyłapuje wolne rodniki, działa przeciwzapalnie, witalizująco. Ma właściwości przeciwzapalne, przeciwgrzybiczne i antywirusowe. Usuwa toksyczne metale z organizmu. Bardzo łatwo łączy się z kadmem. To cenna informacja dla palaczy.

 

Kapusta w wydaniu kiszonym to samo Zdrowie. Zawiera naturalne probiotyki, dużo błonnika, co korzystnie wpływa na pracę jelit i wydalanie. Jest źródłem antyutleniaczy, witamin – zwłaszcza C i składników mineralnych, np. siarki, dzięki czemu wspomaga pracę wątroby i proces oczyszczania organizmu z substancji toksycznych.

 

W procesie oczyszczania bardzo korzystnie działa także kasza jaglana. Jako jedyna pośród kasz działa na nasz organizm zasadotwórczo więc już od początku działa odkwaszająco. Ponadto ma właściwości przeciwgrzybiczne i antytoksyczne a błonnik korzystnie wpływa na perystaltykę jelit. Połączenie kaszy jaglanej z warzywami wydaje się być rozwiązaniem idealnym!

Wszelkie soki owocowe i warzywne – świeżo wyciskane są oczywiście wskazane. Im więcej tym lepiej. Można na II śniadanie wypić sok owocowy a ramach kolacji sok warzywny.
Na koniec mogę powiedzieć, że oczyszczanie to przede wszystkim owoce, warzywa, dużo wody i soków. Proste składniki. Wykluczamy produkty, które swoim składem bardziej przypominają tablicę Mendelejewa niż jedzenie. Wspomnę jeszcze o wyłączeniu na ten czas kawy, herbaty i alkoholu. No i najlepiej spokojna aktywność fizyczna jak spacery. Mogą być z psem 🙂

5 sposobów jak oszczędzić żołądek w Święta

5 sposobów jak oszczędzić żołądek w Święta

Święta to magiczny czas. Pod wieloma względami. Także pod względem jedzenia. To czas kiedy nasze stoły wręcz uginają się od jedzenia. Bywa, że wizyty rodzinne to wielkie wyzwanie. Te głosy Cioci czy Babci „No jeszcze trochę, prawie nic nie zjadłaś. A serniczka próbowałaś?” Cóż – czasem bywa trudno… Mam jednak kilka sposobów, aby uniknąć przeciążenia żołądka w czasie świąt

1. Pij dużo wody – woda wspaniale wypełnia żołądek, nawadnia nasz organizm i przy tym nie jest kaloryczna. Może być woda z cytryną, z miętą, lionką, ogórkiem i cytryną – możliwości mnóstwo!

2. Przeżuwaj dokładnie pokarmy – daj sobie czas na zjedzenie posiłku. Zobaczysz o ile mnie wtedy zjesz. No i żołądek będzie wdzięczny, bo łatwiej mu będzie trawić

3. Nakładaj połowę porcji na talerz. Kiedy jest dużo pysznych rzeczy chcemy spróbować wszystkiego – nakładaj więc małe porcje, aby spórbować, ale nie przejeść się

4. Ruszaj się – spacery, rower, bieganie czy co tam Ci w duszy gra. Ruch jest zawsze wskazany. A często święta spędzamy przy stole a nasza aktywność fizyczna ogranicza się do przemieszczania między kuchnią a salonem

5. Jedz warzywa  – tyle, ile się da! Warzywa to cenne źródło witamin, składników mineralnych i błonnika. Często niestety zapominamy o tym dodatku. Warto więc zadbać o warzywa wcześniej, aby pojawiły się na naszym stole

6. Bądź uważna  – gdy czujesz, że Twój żołądek jest już pełen nie jedz na siłę. Uczucie przejedzenia wciąż jest zbyt częstym gościem przy świątecznym stole.

Bądź Panią swojego nawyku!

Bądź Panią swojego nawyku!

Nawyki są obecne w naszym życiu choć nie zawsze jesteśmy w stanie je sobie uświadomić. Robimy tyle rzeczy odruchowo, nawykowo, że aż trudno w to uwierzyć. Zamykamy mieszkanie wychodząc do pracy, wsiadamy do auta i to nawyki właśnie pozwalają nam z wielką swobodą ruszyć z miejsca będąc myślami już daleko. Zastanawiając się jednocześnie czy na pewno zamknęłam mieszkanie? Robiąc coś nawykowo najczęściej wcale o tym nie myślimy, nie uświadamiamy sobie. A tych czynności przez cały dzień jest ogromna ilość… I super, że są, bo wiele z nich ułatwia nam funkcjonowanie. Są jednak i takie, które nieco utrudniają nam życie i których wcale nie chcemy. Szkopuł w tym, że najczęściej wcale o nich nie wiemy. Albo i wiemy, ale nic z tym nie robimy. Bo od uświadomienia do działania jeszcze długa droga…

Nieco teorii

Ale po kolei. Czym właściwie jest nawyk? To tak naprawdę nieuświadomione działanie, które kiedyś wymagało od nas pewnego zaangażowania. Powtarzaliśmy jednak określoną czynność tyle razy, że teraz stało się ono nawykiem. A kiedy rodzi się nawyk mózg przestaje w pełni uczestniczyć w podejmowaniu decyzji. Naukowcy badający zachowania nawykowe stworzyli pojęcie pętli nawyku – najpierw pojawia się wskazówka, np. rozkoszny zapach świeżutkiego pączka. Później jest zwyczaj – działanie. Zazwyczaj zapach takiego świeżutkiego pączka kusi nas do nabycia tego pączka. I ostatni etap – nagroda jaką jest zjedzenie tego nęcącego pączka i to miłe uczucie sprawienia sobie przyjemności … Ot, i cała filozofia nawyku. I wcale nie musimy pamiętać, jakie doświadczenia doprowadziły do wykształcenia się tego nawyku. Kiedy nawyk zadomowi się w naszych głowach wywiera wpływ na nasze zachowanie i często nie jesteśmy tego faktu świadomi.

I tutaj mam pytanie – kiedy zjadamy coś słodkiego to dlatego, że naprawdę tego chcemy? Odpowiedź wydaje się oczywista, ale… może to zachowanie nawykowe? Bo do kawy musi być coś słodkiego. W domu zawsze było, prawda? Albo przeważnie gdy jestem w cukierni wychodzę z ciasteczkiem czy z batonikiem ze sklepu. No i kto o tym decyduje – ja czy może – o zgrozo! – mój nawyk? Bo przecież zawsze tak robiłam.
Doskonale zdaję sobie sprawę jak trudne jest wykrycie nawykowych zachowań u siebie. Ja na przykład kilka lat temu gdy wracałam do domu z pracy pierwsze co robiłam to sięgałam po coś słodkiego. I nie było to z głodu. Tak się po prostu nauczyłam. Wyrobiłam sobie ten nawyk. Bo to była dla mnie taka mała nagroda. I chwilę czasu zajęło mi wykrycie tego właśnie nawyku.

Jednak bez tego wykrycia, rozpoznania nawyku nie da rady ruszyć dalej jeśli chcemy coś zmienić. Jak się więc do tego zabrać? Najprościej mówiąc obserwuj siebie. Dlaczego sięgasz po coś słodkiego gdy nie jesteś głodna? Dlaczego jesz fast foody choć wiesz, że CI nie służą? Dlaczego kupiłaś kolejną torebkę? Dlaczego zamiast ćwiczyć siedzisz na kanapie? Trzeba się tutaj zabawić w detektywa. Dlaczego określona rzecz powoduje u mnie określone zachowanie? Co mi to daje? Co jest dla mnie nagrodą? Czy ten batonik to odprężenie po całym dniu w myśl zasady „w końcu coś mi się należy!”?
Poszukaj u siebie nawyków i określ co wywołuje takie zachowanie, co powoduje, że tak właśnie działasz? Jaką masz z tego nagrodę? Odprężenie, chwilę spokoju tylko dla Ciebie, odstresowanie, odreagowanie?

Wiedząc jakie mamy nawyki i co one nam dają możemy poszukać dla siebie innego zachowania, które da nam taką właśnie nagrodę. Ja gdy uświadomiłam sobie, że mam nawyk jedzenia słodyczy po powrocie do domu zamieniłam słodycze na coś, co również sprawia mi przyjemność – kubek gorącej aromatycznej herbaty. W pracy nie zawsze mam możliwość wypicia gorącej herbaty.

I właśnie na tej zasadzie opiera się złota zasada zmiany nawyku – zmieniamy działanie, zachowanie w pętli nawyku mając taką samą nagrodę czy przyjemność. Ja nie zrobiłam rewolucji w swoim życiu – zmieniłam tylko jedną rzecz – zachowanie. A co to może być u Ciebie? Może zamiast pączka świeżo wyciskany sok? Zamiast batonika owoc? A zamiast leżenia na kanapie spacer? Możliwości całe mnóstwo. Ważne, aby to było Twoje rozwiązanie. Zgodne z Tobą. Poszukaj. Bądź uważną na samą siebie. I bądź Panią swojego nawyku!
Sen a jedzenie

Sen a jedzenie

Nie w planach był ten post. Ale ziewałam dziś tak intensywnie, że to chyba jakiś znak 😉 Nie o ziewaniu jednak będzie. Będzie o spaniu. O tym jak bardzo to, ile śpimy wpływa na nasze jedzeniowe wybory, żeby nie powiedzieć odchudzanie.
I wcale nie chodzi o to, że gdy wcześniej idziemy spać to mniej jemy, bo zwyczjanie nas nie kusi. Zapewne jest to jakieś rozwiązanie. Ale ja nie o tym dziś.
Chcę Wam powiedzieć jak bardzo odpowiednia ilość snu jest nam potrzebna. I jak mało o to dbamy. Choć spora część osób potrzebuje minimum 8 godzin snu, inaczej nie są w stanie funkcjonować. Ale też spora grupa osób próbując zrealizować wszystkie swoje zaplanowane i niezaplanowane działania robi to kosztem snu. I ja też tak miałam.

Sen a zdrowie

Brak czy też zbyt mała ilość snu odbija się nie tylko na wyglądzie zewnętrznym. Podpuchnięte oczy czy ziemista cera są typowymi objawami. Cierpi także na tym nasze zdrowie – znacznie trudniej się skoncentrować, jesteśmy notorycznie zmęczeni, pojawiają się problemy z pamięcią, obniża się zdolność intelektualna i – co bardzo niebezpieczne – pojawia się niekontrolowane zasypianie wtedy, gdy z różnych względów nie możemy  sobie na to pozwolić, np. za kierownicą. Obniża się także odporność, system nerwowy działa słabiej przez co jesteśmy dużo bardziej drażliwi, brak nam cierpliwości i naprawdę mała rzecz potrafi wyprowadzić z równowagi. O depresję w stanie notorycznego niewyspania też wcale nie trudno. Równowaga hormonalna  zostaje zaburzona, co sprzyja łaknieniu.   Przy długotwale utrzymującym się braku snu mogą się także pojawić zaburzenia psychiczne.

Sen jest także bardzo ważnym zasobem psychoenergetycznym.

To właśnie te zasoby wspamagają nas w procesach zmiany, choćby nawyków żywieniowych. Są to między innymi silna wola, umiejęstność radzenia sobie ze strerem, emocjami, poczucie skuteczności, motywacja. Gdy mało śpimy, jesteśmy zmęczone organizm szuka energii do działania. Najszybszym źródłem energii jest cukier prosty. A stąd już tylko krok do zjedzenia batonika, czekolady czy ciastka. Bardzo trudno nam wtedy odmówić slodkiego. Jesteśmy wręcz umoordowane i często z tego powodu robimy się obojętne. Co za różnica czy zjem to ciastko czy nie… Brak nam siły do myślenia o tym.  Nie zwracamy uwagii na to, co jemy, bo nie jest to dla organizmu najważniejsze w tej chwili. Spróbujcie odmówić batonika, gdy jesteście zmęczone a przed Wami jeszcze dużo pracy. Wydaje się nam to wtedy naturalnym rozwiązaniem. Zwłaszcza przy kolejnej kawie. A sokro kawa to i do kawy coś słodkiego. Przecież pracuję!

Brak snu to prawdziwa zmora. I wiem, o czym mówię. Zawsze miałam wysoką odporność na małą ilość snu. Nie raz, nie dwa były to 2-3 do 5h na dobę i funkcjonowałam. Aż przesadziłam razu pewnego, zbyt mało snu przez zdecydowanie zbyt długi czas. Doskonale wiem, co się z organizmem wtedy dzieje. I w jaki sposób wpłynęło to na moje odżywianie i na moje zdrowie. O aktywności, a właściwie jej braku nie mówiąc. Nie miałam na to zupełnie siły jak już miałam na nią czas.
Chcemy dobrze wyglądać, inwestujemy na super kremy, multiwitaminy i inne cuda wianki. A przecież nie ma lepszego kosmetyku od zrowego snu i dawki owoców i warzyw. Sprawią, że każda cera będzie piękna.
W świadomym odżywianiu ważne jest nie tylko jedzenie. Ważne jest wszystko, co na nas wpływa. Patrzymy na siebie holistycznie. Dajmy sobie prawo do dobrego snu, bez wyrzutów sumienia. Bez niego trudno funkcjonować na wysokich obrotach, na czym tak bardzo przecież nam zależy. Bo milion zadań do wykonania.

Sen jest nam niezbędny do życia tak samo jak jedzenie. Zadbajmy, aby był w odpowiedniej ilości i jakości.
Rusz się na wiosnę!

Rusz się na wiosnę!

O tym, że aktywność fizyczna jest ważna wiedzą chyba wszyscy. Nie bez powodu specjaliści od żywienia umieścili ruch na podstawie piramidy żywieniowej. Jest on tak samo ważny jak odpowiednie odżywianie. I o ile jemy każdego dnia to z aktywnością różnie bywa. Najczęściej brak czasu albo pada, wieje, jest zimno, ślisko, źle się czujemy czy akurat coś nam wyskoczyło i pewnie jeszcze różne inne wymówki. Dopóki się ruszamy jako tako to jest ok. Gorzej gdy zaczynają się problemy z kręgosłupem, kolanami czy w ogóle ciężko się ruszyć a wejść schodami na 2 piętro to nie lada wyzwanie.

 

Po co się ruszać?
Ruch fizyczny robi dużo dobrego dla organizmu. Poprawia się krążenie, wzmacnia się układ odpornościowy, mięśnie pracują dzięki czemu ciało jest sprężyste i elastyczne, nie mówiąc o tym, że lepiej wygląda. No i czujemy się znacznie lepiej, wszak wydziela się serotonina – hormon szczęścia. Czujemy się lepiej także dlatego, że w czasie wysiłku pozbywamy się napięć, stresu czy różnych negatywnych emocji. Po treningu rozpierani dumą czujemy się świetnie. Nie raz nie dwa zmęczeni czy na wpół żywi, ale za to z jaką satysfakcją! 🙂

 

Fitness klub czy bieganie?
Dostęp do siłowni czy fitness klubu jest coraz łatwiejszy. Kiedyś zarezerwowane dla miast dziś pojawiają się także w małych miejscowościach. I fakt ten cieszy, bo to oznacza, że coraz więcej ludzi jednak ćwiczy. Do wyboru jest cała masa najróżniejszych zajęć – od klasycznego aerobiku po formy mentalne jak pilates, shape czy body art. Trudno mi tu polecić jedną czy dwie formy, najlepiej wybrać to, co nam najbardziej odpowiada. Z czasem te upodobania mogą się zmieniać. Pamiętam jak kilka lat temu wybrałam się na jogę i wynudziłam się okrutnie. Dla mnie zajęcia musiały być wtedy z głośną muzyką i skakaniem. Choć zumba też mnie nie przekonuje. Ale trampoliny i przednia zabawa, którą czuć w nogach – czemu nie? 🙂 Choć teraz preferuję nieco spokojniejsze formy, jak właśnie pilates czy joga. Warto jednak próbować różnych rzeczy, różnych zajęć i różnych instruktorów. Możliwości ogromne!
Oczywiście nie ma przymusu zajęć w fitness klubie. Jest bieganie, nordik walknig, rower, pływanie, tenis… i tu można wymieniać i wymieniać.
Można także ćwiczyć w domu. Tutaj też szerokie pole do popisu. Całe mnóstwo płyt z ćwiczenia czy zasoby internetu. Jest tylko jedno ALE – w domu  może być trudniej się zmobilizować. Znam jednak takie osoby, które doskonale się organizują i ćwiczą regularnie.
Ba! Nawet spacer z psem – byle energiczny!
Ważna rzecz, aby wybrać taką aktywność, która nam się podoba, którą lubimy i na którą pójdziemy z przyjemnością! Tylko wtedy nie będziemy szukali wymówek po 4 razach. Dajmy sobie jednak czas na znalezinie odpowiedniej formy dla samej siebie. Eksperymentowanie to fajna sprawa. Nie bójmy się szukać.
No i najważniejsza sprawa – konsekwencja i regularność!!! Dbajmy o siebie, o swoją aktywność fizyczną każdego dnia a nie tylko jak nam się przypomni.
Wiosna właśnie się zaczęła. To dobry czas na ruszenie (się) z miejsca 🙂