Upragniona ciąża, upragnione dziecko i brzuch, który przez miesiące nic się nie zmniejszył. Byłam zmęczona nie przez nieprzespane noce, ale przez brak zmian w swoim ciele. To nie tak miało być. Przecież po porodzie tak, jak sprężynka miałam wrócić do kształtów sprzed ciąży. A tu nic. Zero. I tylko rosnące niezadowolenie ze swojego wyglądu.
Miałam dość takiego wyglądu, miałam dość użalania się nad sobą, miałam dość wyszukiwania usprawiedliwień i wymówek. Byłam gotowa na zmianę, byłam gotowa na wyzwanie rzucone samej sobie. To był czas na diet coaching.
Muszę przyznać, że nie było łatwo. Nie było łatwo, bo rozwiązań trzeba było szukać w sobie. Bo nie można było narzekać, że „ta paniusia tak mi kazała”. Bo rozwiązania były moje, dopasowane do mojego trybu życia, przez co nie mogły być łatwo odrzucone a już na pewno musiały być wypróbowane.
Dzięki temu, że były wypróbowane i dopasowane do mnie zadziałały! Nareszcie zaczęłam zrzucać kilogramy i stopniowo mieścić się w ciuchy sprzed ciąży. I co dla mnie najważniejsze BEZ DIETY! Hura! A każda bluzka, którą znowu mogłam założyć była ogromną motywacją .
Na dzień dzisiejszy ważę 4kg więcej niż przed ciążą, wciąż pracuję nad sobą, ale nie jestem tym zmęczona, nie boję się efektu jojo. Zrzuciłam już 6kg i wiem, że dojdę do celu.

Ania K.N.

Moja przygoda z coachingiem dietetycznym zaczęła się w najlepszym momencie mojego życia, kiedy to jednak mój organizm dawał mi bardzo poważne oznaki tego, że sposób w który go traktuję żywieniowo prowadzi do unicestwienia. Byłam przekonana, że nic i nikt nie jest w stanie mi pomóc zmienić swoje nawyki żywieniowe i osiągnąć lepsze samopoczucie i zdrowie. Po wizytach u dietetyków i naturoterapeutów, których sposób pracy – wtłaczanie w gotowy schemat narzucany każdemu pacjentowi, milion zakazów, restrykcji jedzenia produktów, bez których nie wyobrażałam sobie życia spowodował, że na początku mojego coachingu byłam dość sceptycznie nastawiona.
Najgorsze były pierwsze 3 tygodnie gdzie sporo moich nawyków musiało ulec diametralnej zmianie (chociażby nie jedzenie ciężkostrawnych i kalorycznych produktów w nocy ;)). W tym okresie chciałam zrezygnować, myślałam, że nie dam rady być systematyczna a pogląd, że zdrowe odżywianie zajmie mi masę czasu (cały dzień będę skupiona na tym co ile czasu i jaki posiłek zjeść, jak go przygotować, z czym i jak łączyć) zdominowało 100% moje myślenie na ten temat. Jednak po miesiącu stosowania się do zaleceń, które sama sobie ustaliłam pracując z Iwoną sprawiły, że zaczęłam zauważać wymierne korzyści (takie jak uregulowanie posiłków i ich jakości na rzecz zdrowszych produktów, zaprzestanie jedzenia codziennie fast foodów i żywności wysoko przetworzonej a także brak podjadania w nocy). Prowadzenie dziennika żywieniowego i opisywanie typów produktów, godzin i emocji towarzyszących jedzeniu uświadomiło mi z czym miałam problem oraz dało mi jasny obraz tego, jak mogę pracować nad przyczyną moich nawyków aby je wyeliminować.
Myślałam, że jestem beznadziejnym przypadkiem i nie będę potrafiła osiągnąć swoich celów, jakie ustaliłam na początku naszej współpracy (schudnąć, jeść regularnie i zdrowo). Obecnie odżywiam się w sposób bliski mojemu ideałowi (sporadycznie pozwalam sobie na mały grzeszek kulinarny), nie czuję się ociężała z powodu niewłaściwego odżywiania. Chudnę. Pojawiło się także uczucie lekkości, które wcześniej nie towarzyszyło mi zbyt często. Jestem bardzo bliska swojego celu. Pełen profesjonalizm oraz rzetelna wiedza dietetyczna Iwony sprawiły, że bardzo zaangażowałam się w cały proces z przekonaniem, że mogę jej zaufać i że wie, co robi 🙂

Ania G.