Która z nas nie stosowała nigdy diety – ręka w górę. Zapewne podniesiono większość dłoni, prawda?

 

Bycie na diecie stało się niemal sportem narodowym. I nie mam na myśli diet eliminacyjnych (np. bezmlecznej czy bezglutenowej), które są konieczne ze względów zdrowotnych. Mam na myśli tzw. diety odchudzające. Jest ich cała masa i co chwilę pojawia się następna. Oczywiście – rzekomo bardziej skuteczna od poprzedniej. Przemysł dietetyczny całkiem nieźle sobie radzi. Sporo osób wciąż daje się nabrać i liczy na to, że tym razem dieta faktycznie okaże się dietą cud.

 

Często powodem, dla którego decydujesz się na dietę lub wprowadzasz ograniczenia (typu niejedzenie słodyczy i pieczywa), jest chęć zgubienia kilku kilogramów – nawet jeśli nie masz nadwagi. Chcesz lepiej wyglądać, poza tym koleżanka z pracy przecież też jest na diecie. I się zaczyna!

 

Na początku jest OK., ale im dalej w las, tym gorzej. Po drodze zdarzy się kilka upadków – bo urodziny, bo spotkanie ze znajomymi, bo gorszy dzień. Za każdym razem obwiniasz siebie – bo nie masz silnej woli, bo jesteś słaba, beznadziejna, do niczego. Chcesz się pocieszyć, więc sięgasz po jedzenie: pyszne ciacha, czekoladki, batonik. Przez moment czujesz się lepiej, ale dopadają Cię wyrzuty sumienia. Postanawiasz walczyć dalej. W końcu jest! Upragniona masa ciała! Waga pokazuje dokładnie tyle, ile chciałaś. Koniec diety! Sukces!
Moje pytanie brzmi: Co dalej?

Zgubione kilogramy wcześniej czy później wracają. Zwykle w większej liczbie niż ta, z którą walczyłaś. Co wtedy?

Kolejna dieta!

 

Każda dieta negatywnie wpływa na Twój organizm. Będąc na diecie, częściej odczuwasz głód, zmęczenie, a wręcz zniechęcenie (nawet jeśli początkowo wydaje Ci się, masz dużo energii i możesz góry przenosić). Czasem pojawia się uczucie wykluczenia – wszyscy oprócz Ciebie jedzą ciastko. Maleje poczucie sprawczości – kolejny raz próbujesz, ale nadal nic. Zastanawiasz się, co jest z Tobą nie tak, a stąd już krok do obniżonego poczucia własnej wartości.

W trakcie kolejnej diety jest prawie jak z grą w pokera – obok ryzyka pojawia się nadzieja, że tym razem będzie inaczej, że tym razem osiągniesz sukces. To zjawisko bywa określane jako złudzenie gracza – im dłużej grasz, tym większe prawdopodobieństwo wygranej. A przecież wcale tak nie jest! Wszystkie diety działają na tej samej zasadzie. Zmieniają się nazwy i produkty, których należy unikać, ale pozostają zakazy, nakazy i ograniczenia. Trudno oczekiwać innych rezultatów, gdy wciąż robimy to samo. To niby takie oczywiste, a jednak…

 

Nakazy, zakazy czy ograniczenia wywołują w nas bunt. Jest to zjawisko reaktancji psychologicznej, czyli naturalnego oporu przeciwko ograniczaniu wolności wyboru. To jak sabotowanie samej siebie w działaniu. Skoro już na początku czujesz lekki opór, to co będzie dalej?

 

W chwilach kryzysu – a ten pojawia się zawsze – trudno sobie poradzić. Nie dajesz sobie przyzwolenia na gorszy dzień. Po każdym incydencie myślisz o sobie źle, dokładasz sobie ćwiczeń albo w ramach kary odpuszczasz posiłek, zupełnie jakby zjedzenie jednego ciastka oznaczało, że przytyjesz dziesięć kilogramów. A może odpuszczasz w myśl zasady: „Wszystko albo nic”, przekreślając tym samym dotychczasowy trud i swoje osiągnięcia? Porażkę odreagowujesz jedzeniem. Pochłaniasz mnóstwo słodyczy, jakbyś chciała nadrobić dni, w które ich nie jadłaś. To ciężkie przeżycie dla organizmu, które zaburza metabolizm. Im więcej diet stosujesz, tym większe zaburzenia metaboliczne fundujesz sobie.

 

Nasz organizm jest bardzo sprytny: kiedy dostarczysz mu mniej energii, obniża poziom wydatków energetycznych wszystkich procesów. Z kolei kiedy dostanie więcej kalorii, część z nich odkłada na wypadek kolejnej obniżki energii. Trudno wtedy o zadowalające efekty. Nie widzisz efektów, więc obwiniasz samą siebie. Pojawiają się frustracja i silne poczucie winy, które nie prowadzi do niczego dobrego.

 

Definiujemy siebie przez pryzmat masy ciała i liczby kilogramów. Zakładamy, że gwarancją szczupłej sylwetki jest dieta. Stosujemy dietę za dietą, które wpływają nie tylko na nasze zdrowie fizyczne, lecz także na nasze myślenie o sobie, postrzeganie siebie i swojej sprawczości.

 

Diety skupiają się na funkcji odżywczej jedzenia, tymczasem jedzenie pełni wiele innych funkcji, jak choćby towarzyskich czy rodzinnych, tradycyjnych. Dla małego dziecka jedzenie oznacza także poczucie bliskości i bezpieczeństwo. Jedzenie bywa pocieszeniem lub nagrodą. Każda z tych funkcji jest w porządku, pod warunkiem że podstawową funkcją jedzenia pozostaje funkcja odżywcza. Diety odwołują się jedynie do niej i nie biorą pod uwagę innych czynników. Nie pytają, dlaczego jesz. Żadna dieta nie pomoże, gdy ktoś zjada batonik. Ale uświadomienie sobie, że robi to, bo jest zdenerwowany – już tak. Wtedy może poszukać rozwiązań.

 

Z dietami jest jak z tabletkami na ból zęba – owszem, pomagają, ale na chwilę. Nie rozwiązują problemu. Dopóki nie odkryjesz przyczyny, nie będziesz mogła skutecznie działać.
Diety skupiają się na skutkach – zamiast na przyczynach – nadmiernego spożywania. Powodują, że myślimy o każdym zjedzonym kęsie, a przecież wokół czają się pokusy, z którymi ciągła walka bywa niezwykle wyczerpująca. Trudno tak funkcjonować, prawda?

 

Dlatego w swojej pracy bazuję na zmianie nawyków żywieniowych, przekonaniach i zróżnicowanych emocjach i udowadniam, że skuteczna zmiana jest możliwa – bez liczenia kalorii, bez zakazów, bez rygorystycznych ograniczeń.
Spróbuj!

Na początek pobierz ebooka „Zmotywuj się do zmiany nawyków żywieniowych”  tutaj