Zmienić? Tylko jak?

Zmienić? Tylko jak?

Często słyszę pytanie: „Od czego zacząć odchudzanie?”. Najlepiej od… teraz! Nie czekaj na idealny moment, na poniedziałek czy 1 stycznia. Zacznij dziś. Już. Natychmiast. W przeciwnym razie jest spora szansa, że kolejny raz będziesz odkładać tę decyzję na następny dzień. A pomyśl: po co choć o sekundę przekładać coś, co przecież ma sprawić, że poczujesz się znacznie lepiej?
Dlatego zamiast odkładać, zastanów się nad tym, co już dziś możesz zmienić i zacząć robić dla siebie. To nie musi być milion zmian naraz! Z czasem wprowadzisz kolejne modyfikacje, ale na początek wystarczy jedna. Jaka? Twój wybór, Twoja decyzja. Może przejdziesz się na spacer albo po raz pierwszy od lat zaczniesz dzień od śniadania? Pomyśl, co to może być, i po prostu… zacznij to robić.

Strach ma wielkie oczy

Większość ludzi boi się zmiany. To całkiem naturalny stan: bać się nowych, nieznanych rzeczy i ewentualnej porażki… Czy dlatego stoisz w miejscu? Planujesz zmianę, ale odsuwasz jej wprowadzenie w życie? Nie zaczynasz dziś, tylko „od jutra”, jednak często to „jutro” nie nadchodzi? Jeśli tak, to podejdź do odchudzania inaczej niż za każdym poprzednim razem. Od początku zastanów się nad tym, co chcesz zmienić, osiągnąć, ile schudnąć. Określ, jaki chcesz nosić rozmiar ubrania, jak chcesz wyglądać, a także to, jak będziesz się ze sobą czuć.

Odpowiedz sobie na bardzo ważne pytanie: „Dlaczego chcę to zrobić?”. Wiem – to wydaje się banalne, ale proponuję, żebyś podała minimum 10 odpowiedzi. Zastanów się też, jakie masz cechy, które pomogą Ci w tej zmianie. Może jesteś konsekwentna, ambitna i pracowita? Jestem pewna, że nieraz dzięki swojemu charakterowi zrealizowałaś „niemożliwe” plany, projekty czy zlecenia. Przypomnij sobie o tych wszystkich dużych i małych sukcesach. Dałaś radę wtedy, więc czemu w tym przypadku miałoby Ci nie wyjść? Wykorzystaj swoje zalety – niech Cię wspierają także w tej zmianie!

Pomyśl też, jakie przeszkody prawdopodobnie napotkasz na swojej drodze i jak możesz sobie z nimi poradzić. Jeśli odchudzasz się kolejny raz, to wykorzystaj doświadczenia z poprzednich prób – wyciągnij wnioski i „na sucho” przemyśl, co mogłaś zrobić inaczej.
Powtarzam: nie rób wielkiej rewolucji w swoim życiu. Lepiej wprowadzać zmiany małymi krokami. Za dużo (często nierealnych) modyfikacji naraz to niemal gwarantowane fiasko! Skoro do tej pory nie miałaś czasu na regularne ćwiczenia, to szansa na 6 treningów w tygodniu jest nikła, prawda? Tylko dzięki realnemu, powolnemu wprowadzaniu zmian unikniesz frustracji, która może Cię dopaść już pierwszego dnia. Przecież jeśli ktoś postanawia biegać, to nie zapisuje się od razu na maraton, tylko zaczyna od krótkich dystansów. I tutaj jest tak samo.

Bądź dla siebie wyrozumiała i daj sobie prawo do niedoskonałości, zwłaszcza na początku. Ale nie przesadź w drugą stronę… To konsekwencja w działaniu i często trudne wybory, których dokonasz wielu w czasie zmiany, prowadzą do określonych efektów.
W rozwijaniu nowych nawyków żywieniowych warto także poznać samą siebie. Zastanów się, jak reagujesz w sytuacjach stresowych. Niektórzy „zajadają stresy”, a inni wręcz przeciwnie – nie mogą nic jeść. Pomyśl też, jak reagujesz, gdy jest Ci smutno lub gdy masz za sobą kłótnię. Co wtedy robisz? Sięgasz po słodycze albo chipsy? Idziesz pobiegać? Siadasz na kanapie i włączasz ulubiony serial? Gdy odpowiesz sobie na te pytania, być może zamiast odruchowo sięgać po czekoladę wybierzesz inny, wymyślony wcześniej sposób, by pokonać stres.

Każde odchudzanie to proces bardzo indywidualny i zależny od wielu, wielu czynników, z których najważniejszym jest konsekwencja. Jednak niezwykle istotne jest też poznanie siebie, swoich motywów, celów, mocnych i słabych stron. Dlatego chcąc wprowadzić zmianę nawyków żywieniowych, zawsze szukaj nie uniwersalnych rozwiązań, ale tych najlepszych. Najlepszych dla siebie!

Nie wiesz jak zacząć? Pobierz ebook „Zmotywuj się do zmiany nawyków żywieniowych”. Kliknij tutaj 

Po więcej motywacji wskakuj na grupę ODŻYWIANIE 3.0 tutaj

Sen a jedzenie

Sen a jedzenie

Nie w planach był ten post. Ale ziewałam dziś tak intensywnie, że to chyba jakiś znak 😉 Nie o ziewaniu jednak będzie. Będzie o spaniu. O tym jak bardzo to, ile śpimy wpływa na nasze jedzeniowe wybory, żeby nie powiedzieć odchudzanie.
I wcale nie chodzi o to, że gdy wcześniej idziemy spać to mniej jemy, bo zwyczjanie nas nie kusi. Zapewne jest to jakieś rozwiązanie. Ale ja nie o tym dziś.
Chcę Wam powiedzieć jak bardzo odpowiednia ilość snu jest nam potrzebna. I jak mało o to dbamy. Choć spora część osób potrzebuje minimum 8 godzin snu, inaczej nie są w stanie funkcjonować. Ale też spora grupa osób próbując zrealizować wszystkie swoje zaplanowane i niezaplanowane działania robi to kosztem snu. I ja też tak miałam.

Sen a zdrowie

Brak czy też zbyt mała ilość snu odbija się nie tylko na wyglądzie zewnętrznym. Podpuchnięte oczy czy ziemista cera są typowymi objawami. Cierpi także na tym nasze zdrowie – znacznie trudniej się skoncentrować, jesteśmy notorycznie zmęczeni, pojawiają się problemy z pamięcią, obniża się zdolność intelektualna i – co bardzo niebezpieczne – pojawia się niekontrolowane zasypianie wtedy, gdy z różnych względów nie możemy  sobie na to pozwolić, np. za kierownicą. Obniża się także odporność, system nerwowy działa słabiej przez co jesteśmy dużo bardziej drażliwi, brak nam cierpliwości i naprawdę mała rzecz potrafi wyprowadzić z równowagi. O depresję w stanie notorycznego niewyspania też wcale nie trudno. Równowaga hormonalna  zostaje zaburzona, co sprzyja łaknieniu.   Przy długotwale utrzymującym się braku snu mogą się także pojawić zaburzenia psychiczne.

Sen jest także bardzo ważnym zasobem psychoenergetycznym.

To właśnie te zasoby wspamagają nas w procesach zmiany, choćby nawyków żywieniowych. Są to między innymi silna wola, umiejęstność radzenia sobie ze strerem, emocjami, poczucie skuteczności, motywacja. Gdy mało śpimy, jesteśmy zmęczone organizm szuka energii do działania. Najszybszym źródłem energii jest cukier prosty. A stąd już tylko krok do zjedzenia batonika, czekolady czy ciastka. Bardzo trudno nam wtedy odmówić slodkiego. Jesteśmy wręcz umoordowane i często z tego powodu robimy się obojętne. Co za różnica czy zjem to ciastko czy nie… Brak nam siły do myślenia o tym.  Nie zwracamy uwagii na to, co jemy, bo nie jest to dla organizmu najważniejsze w tej chwili. Spróbujcie odmówić batonika, gdy jesteście zmęczone a przed Wami jeszcze dużo pracy. Wydaje się nam to wtedy naturalnym rozwiązaniem. Zwłaszcza przy kolejnej kawie. A sokro kawa to i do kawy coś słodkiego. Przecież pracuję!

Brak snu to prawdziwa zmora. I wiem, o czym mówię. Zawsze miałam wysoką odporność na małą ilość snu. Nie raz, nie dwa były to 2-3 do 5h na dobę i funkcjonowałam. Aż przesadziłam razu pewnego, zbyt mało snu przez zdecydowanie zbyt długi czas. Doskonale wiem, co się z organizmem wtedy dzieje. I w jaki sposób wpłynęło to na moje odżywianie i na moje zdrowie. O aktywności, a właściwie jej braku nie mówiąc. Nie miałam na to zupełnie siły jak już miałam na nią czas.
Chcemy dobrze wyglądać, inwestujemy na super kremy, multiwitaminy i inne cuda wianki. A przecież nie ma lepszego kosmetyku od zrowego snu i dawki owoców i warzyw. Sprawią, że każda cera będzie piękna.
W świadomym odżywianiu ważne jest nie tylko jedzenie. Ważne jest wszystko, co na nas wpływa. Patrzymy na siebie holistycznie. Dajmy sobie prawo do dobrego snu, bez wyrzutów sumienia. Bez niego trudno funkcjonować na wysokich obrotach, na czym tak bardzo przecież nam zależy. Bo milion zadań do wykonania.

Sen jest nam niezbędny do życia tak samo jak jedzenie. Zadbajmy, aby był w odpowiedniej ilości i jakości.
Cudotwórca potrzebny od zaraz

Cudotwórca potrzebny od zaraz

 Często się zdarza, że gdy ktoś trafia do mnie z potrzebą odchudzania zaczyna od słów „Niech Pani coś zrobi, żebym schudła”. No i się zaczyna. Bo cóż ja mogę zrobić? Nie mam magicznej różdżki i nie jestem cudotwórcą. Nie potrafię w jednej chwili sprawić, aby ktoś schudł. Tak się po prostu nie da.

Gorzka prawda

Świat pędzi do przodu a my razem z nim. Wszędzie się spieszymy, na wszystko brakuje nam Czasu i nie lubimy nigdzie czekać. Chcemy wszystko już, natychmiast. Nie inaczej jest z odchudzaniem – też chcemy natychmiast rezultatów. I po tygodniu ćwiczeń czy diety z wypiekami na twarzy stajemy na wadze wstrzymując przy tym oddech a tam… wynik, który wcale nas nie zadowala. Jak to jest? Przecież jem tylko sałatę, ćwiczę i nawet piję wodę a tylko tyle schudłam? To po co ja się tak męczę? Po co te wszystkie wyrzeczenia? Przecież nie tak miało być… Znacie to uczucie rozczarowania? To poczucie klęski? No właśnie… oczekujemy super efektów po ultrakrótkim czasie. A wystarczy zapytać samą siebie ile czasu zajęło mi doprowadzenie siebie do takiej wagi, jaką mam teraz? Do takiego stanu, w jakim jestem teraz? Tydzień? Oczywiście, że nie! Czasem słyszę w odpowiedzi „całe życie”! Trudno więc oczekiwać, że w ciągu tygodnia zmieni się coś na co „pracowało się” całe życie. Wiem, że to brzmi strasznie. Taka jest jednak prawda. Dla niektórych gorzka.
Zmieniając swoje nawyki czy po prostu odchudzając się trzeba się uzbroić w cierpliwość. W całe pokłady cierpliwości. Nie powiem, że bez cierpliwości się nie da. Ale bez niej będzie nam dużo trudniej. I wiem, o czym mówię. Nasze organizmy to bardzo sprytne bestie, które wcale nie chcą się zmieniać. dążące zawsze do homeostazy, jak to się ładnie nazywa. Czyli do tego, aby wszystkie procesy życiowe zawsze zachodziły na stałym poziomie. Jeśli zaczynamy się odchudzać to ograniczamy ilości jedzenia. A nasz organizm w odpowiedzi na to obniża poziom energetyczny wszystkich procesów życiowych tak, aby móc normalnie funkcjonować w nowej dla niego sytuacji jaką jest mniejsza ilość jedzenia. Trzeba dłuższego czasu do odpowiedniej reakcji organizmu. Reakcji, na którą tak bardzo czekamy czyli mniejszej masy ciała. Nie stanie się to jednak samo z siebie bez naszego zaangażowania, bez naszej ciężkiej pracy… Wiem, że to brzmi mało zachęcająco, ale to prawda. I kiedy słyszę lub czytam, że

Odchudzanie powinno być…

szybkie, skuteczne i bez wysiłku to mnie szlag trafia. Bo wiem, ze tak się nie da. W tym przypadku droga na skróty nie prowadzi do niczego dobrego. Tutaj na sukces trzeba sobie zapracować samej. Często jednak reklamy cudownych specyfików mieszają w głowach. I chcemy naiwnie wierzyć, że bez wprowadzenia zmian w odżywianiu i bez aktywności można uzyskać super figurę łykając tylko magiczne proszki.
Daleka jestem do zniechęcania do zmian nawyków żywieniowych. Wręcz przeciwnie. Chcę Was uczulić, że do takiej zmiany warto się przygotować. Trzeba mieć świadomość, że to się nie dzieje z dnia na dzień, że to często mozolna praca. Że na efekty się czeka. Ale jak już się doczeka to jest prawdziwa radość! 

Ciąża i co dalej…?

Ciąża i co dalej…?

W dzisiejszych zabieganych czasach ciąża to wcale nie jest taki prosty temat i coraz częściej słyszę jak wiele kobiet ma problem z zajściem w ciąże. A gdy już jest to upragnione szczęście na świecie okazuje się, że mimo wszystko jest jakaś rysa na szkle.  Okazuje się bowiem, że ciało jest inne i trudno jest wrócić do sylwetki sprzed ciąży. W oczy rzucają się młode mamy uśmiechnięte, zadbane, szczupłe. I to nieodparte wrażenie, że wszystkie kobiety bez problemu zrzuciły nadmiar kilogramów po ciąży a mnie nadal nic się nie udało… Taka jest właśnie historia Ani, która postanowiła zmienić się korzystając z diet coachingu.
„Upragniona ciąża, upragnione dziecko i brzuch, który przez miesiące nic się nie zmniejszył. Byłam zmęczona nie przez nieprzespane noce, ale przez brak zmian w swoim ciele. To nie tak miało być. Przecież po porodzie tak, jak sprężynka miałam wrócić do kształtów sprzed ciąży. A tu nic. Zero. I tylko rosnące niezadowolenie ze swojego wyglądu.
Miałam dość takiego wyglądu, miałam dość użalania się nad sobą, miałam dość wyszukiwania usprawiedliwień i wymówek. Byłam gotowa na zmianę, byłam gotowa na wyzwanie rzucone samej sobie. To był czas na diet coaching.
Muszę przyznać, że nie było łatwo. Nie było łatwo, bo rozwiązań trzeba było szukać w sobie. Bo nie można było narzekać, że „ta paniusia tak mi kazała”. Bo rozwiązania były moje, dopasowane do mojego trybu życia, przez co nie mogły być łatwo odrzucone a już na pewno musiały być wypróbowane.
Dzięki temu, że były wypróbowane i dopasowane do mnie zadziałały! Nareszcie zaczęłam zrzucać kilogramy i stopniowo mieścić się w ciuchy sprzed ciąży. I co dla mnie najważniejsze BEZ DIETY! Hura! A każda bluzka, którą znowu mogłam założyć była ogromną motywacją .
Na dzień dzisiejszy ważę 4kg więcej niż przed ciążą, wciąż pracuję nad sobą, ale nie jestem tym zmęczona, nie boję się efektu jojo. Zrzuciłam już 6kg i wiem, że dojdę do celu.

Ania